Dążąc do celu…

Jak mi idzie z pierwszą zasadą, zajmij się tylko sobą? Powoli, powoli do mnie dociera, jak ważne jest dla mnie moje własne dobro. Nie ukrywam, że jeszcze ciągnie mnie do Bohatera, lecz jest już zupełnie inaczej. On sam zresztą nie wykazuje żadnych odpowiednich intencji w moim kierunku, więc dlaczego miałabym się o niego ubiegać? Nie ukrywam, że bardzo mi smutno i szkoda, że tak wyszło, ale cóż… Widocznie tak miało być. Starałam się, byłam mu oddana, szalałam za nim z miłości, zrobiłabym dosłownie wszystko. Nie ukrywam, że on nie. Jednak ja czułam to zupełnie inaczej. Po mimo jego zapewnień o miłości, o wspólnej przyszłości ja czułam blokadę. Pragnęłam bliskości, chciałam z nim być dosłownie cały, cały czas, ale z drugiej strony nie mogło do mnie to dotrzeć, że on mówi prawdę, że on mógłby ze mną być. A może to po prostu forma jakiegoś mechanizmu obronnego, żeby nie czuć rozczarowania? Nie wiem. Codziennie czekałam na jego najważniejszy ruch. On chciał wszystko zaplanować, na spokojnie. Mieszkanie, praca i dopiero wspólne życie. Nie chciał zamieszkać u mnie, pracy oboje nie mieliśmy, nie bylibyśmy w stanie utrzymać się za nasze pieniądze. Miałam tego świadomość, że trzeba czasu, ale on uważał, że ja tego nie rozumiem. Ja tylko chciałam czegoś więcej, potrzebowałam jego czułości i troski. Chciałam, aby był mój.

Długi okres czasu szarpałam się z moimi myślami. Wierzyłam, mocno wierzyłam w to, że on kiedyś będzie mój. Nawet teraz to pisząc, pojawiła się we mnie nadzieja. Ale zdrowy rozsądek zaraz przychodzi i bańka mydlana pryska! Nie, nie… On nigdy nie będzie mój. Będzie moim niedoścignionym marzeniem, ta miłość na zawsze będzie platoniczna mimo wszystko. Mogę go kochać, ale wiem, że nic z tego nie będzie. Dlatego kochając go, odchodzę. Odchodzę dla siebie. Odchodzę po to, by zająć się sobą. Ilu jest ludzi, którzy są w takiej samej sytuacji, jak ja? Muszę zacząć żyć hmmm na nowo? Muszę żyć dla siebie. Powtarzam się, lecz to mi pomaga. Pisząc to po raz kolejny, czuję że jestem w stanie coś zrobić, coś zmienić. Mogę żałować, że nie walczyłam dalej o jego miłość i mogę sobie tego nigdy nie wybaczyć… Ale może być tak, i jest to zapewne trafny scenariusz, że dobrze zrobiłam odchodząc właśnie w tym momencie. To uczucie trzeba ugasić. Nie mam już sił, by dalej walczyć i mieć nadzieję na związek z Bohaterem. Nigdy tak mocno nie kochałam kogoś, jak jego. Kochałam… nadal go kocham.

Pierwsza zasada, robić to co jest dla mnie najważniejsze, zająć się sobą. Nadzieja, rozpacz, łzy, frustracja, złość, smutek, uzdrowienie. Na dzisiejszy wieczór włączę sobie film. Pełen relaks…Dobrze, że nadchodzi weekend, trzeba w końcu zrobić coś dla siebie, zapominając o tym, co i tak jest nierzeczywiste.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Chcę... i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Dążąc do celu…

  1. ~Anonimowy pisze:

    Co najmniej jedna osoba teraz przeżywa dokładnie to samo, Mara. :)
    Tylko nie włączaj żadnych komedii romantycznych. Ja unikam tego jak ognia :D .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>