Gaszę naszą świecę

Ależ mnie szarpią dzisiejsze myśli! Tęsknota za Bohaterem, złość do Bohatera, smutek do Bohatera, nadzieja związana z Bohaterem, zakończenie relacji z Bohaterem bla bla bla i tak w kółko… Szczerze? Nawet chce mi się z tego śmiać. Oczywiście Bohater już do mnie nie napisał. Wymieniliśmy z dwie wiadomości, w sumie to była wymiana informacji  i to wszystko…Myślałam, że jednak po jakimś czasie, on się odezwie. Ja sama nie chcę się mu narzucać, poza tym mam się od niego uwolnić, tak? Ta miłość jest chora, ja jestem chora, zwariowałam. Przypominałam sobie dzisiaj jego „majowe” słowa, mianowicie „Nigdy nie będziemy razem”. A po wakacjach, powiedział mi, że wcale tak nie myślał i chce ze mną być…Bla, bla, bla… Nie powinnam do tego wracać. A te jego „majowe” słowa, na pewno są prawdą. Tylko po co właściwie, on „wrócił” do mnie? Dał mi niepotrzebną nadzieję i zniszczyłam to, co budowałam w trakcie terapii psychodynamicznej. Terapia pomagała mi w drodze do wolności i dawała mi w pewnym stopniu pomoc i ulgę, odnośnie Bohatera. Chciałabym wrócić do czasów terapii. Jednak nieobecność jednej osoby w drugim jej cyklu, sprawiła, że nie potrafiłam sobie z tym poradzić i zrezygnowałam. Teraz już jest za późno. Terapia? Owszem, pewnie na nią wrócę, ale jeszcze nie teraz i na pewno na indywidualną. Na grupowej będzie mi brakować mojej P.

Jak mi idzie droga do uzdrowienia z miłości? Jakoś idzie – piszę to teraz. Za dziesięć minut mogę znowu płakać, wrzeszczeć, obiecywać sobie wiele rozwiązań i postanowień. Różnie ze mną bywa. Dobrze, że psychiczny problem polega (obecnie) na nieszczęśliwej miłości. Dobrze, że uczucia pustki, samotności, myśli samobójczych, chęci do zabawy, alkoholu, niebezpiecznych doznań i agresji są gdzieś tam daleko we mgle. Wiecie co? Już kilka dni nie czuję w sobie narastającej agresji. Czyżby pomogła mi w tym terapia? Cieszę się z tego. Jeden drobny gest, jedna mała wiadomość, jedno widzi mi się i powstaje we mnie bomba atomowa. Baaach!

Gaszę wszystkie nasze świece Bohaterze….

Holding a candle on a dark background.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Miłość, nienawiść i bohater i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Gaszę naszą świecę

  1. ~szamanka pisze:

    Ech…nauczyć się żyć obojętnością – to byłoby cudowne.Albo potrafić zapomnieć na zawołanie…I nie zapominać o swojej godności…
    I nie,nie warto zabijać się z miłości.Nie warto.

    • Mara pisze:

      Mam teraz w sobie taką moc i ogromną motywację, rany! Chyba mi się uda :D Staram się za wszelką cenę nad sobą panować, nad emocjami, myślami. Skupiam się na sobie, na tym co będzie dla mnie najlepsze. Gdzieś tam czuję wbijającą się szpilkę, ale wiem, że to mnie wzmocni. Wiem, że idę przed siebie. Idę na przód. Najważniejsze, że ruszyłam :)

  2. irene.blog.91 pisze:

    Fascynuje mnie jak różne mogą być ludzkie przeżycia. Ja myślę, że albo nie doświadczyłam nigdy nieszczęśliwej miłości, albo nie dopuściłam do siebie podobnej nomenklatury. Być może dlatego, że mam tendencję do odsuwania od siebie emocji, butelkowania i prób nieprzeżywania ich intensywności. Co oczywiście wypala mnie od środka i stąd moja terapia z psychologiem. Zadziwiające jednak jak uświadomienie sobie pewnych mechanizmów już mi pomogło.
    Życzę Ci siły w sprawie Bohatera.
    Pozdrawiam ;)

  3. ~pomocy pisze:

    Borderline mnie zabija.

    • Mara pisze:

      Trafił border na bordera ;)
      Wiem co czujesz, ja na szczęście póki co, mam czas ulgi. Ale na samą myśl o niektórych dniach, tygodniach czy miesiącach, które mnie wykańczaly czuję strach i przerażenie
      Trzymaj się!

  4. ~Anonimowy pisze:

    Wiem, że czekasz aż On napisze. Rozumiem to. Ale to jest niezdrowe. Jeśli masz zapomnieć, jeśli chcesz ruszyć dalej to lepiej żeby nie pisał, żebyś nie czekała. Kontakt trzeba urwać – koniecznie! Wiem, że boli, że to ciężko… Musi być teraz trudno, żeby później było lepiej! :)

    • Mara pisze:

      Ciekawa jestem jutra, gdy się zobaczymy, co on powie, co zrobi itp. Studiujemy razem, grupa niestety nie jest zgrana więc trzymamy się razem. Poza tym z nim lepiej mi się rozmawia i przebywa. Już się „przejechalam” na płci żeńskiej rok temu (dotyczy tej grupy) więc przy nim wiem, że mogę się wyglądać, powiedzieć swoje zdanie itp a on nie będzie plotkował itp
      Jest ciężko, trudno ale co robić? Teraz idą święta, nie będziemy się widzieć, więc będzie dobrze. Musi! ;) Szkoda mi no… Nie dawno mnie zapewniał o miłości o tym, żebym była, chciał żebym wróciła a tu…trzask! Nie wiem co poszło nie tak, ale nie będę się nad tym zastanawiać. Przysłowie „Nie wchodź dwa razy do tej samej rzeki” jednak ma coś w sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>