Tak wokół mnie cicho i ciemno…

Bohater ciągle o mnie myśli. Tęskni za mną i nadal coś do mnie czuje. Czasem ze sobą rozmawiamy, ale wiem na pewno, że moja miłość do niego całkowicie się zakończyła. Nie mogę do niego wrócić. Uwolniłam się od niego, tego chciałam…

I co z tego, skoro wpakowałam się w tę samą pułapkę zakochując się w Czarnoksiężniku? Spędziliśmy cudowny czas. Myślałam, że to jest już naprawdę to. Czułam, że odnalazłam stabilność, szczęście, radość, bliskość i miłość, której tak bardzo potrzebuje. Niestety…on nie potrafi zaakceptować mojej N. Podobno próbował z tym walczyć. Podobno… Teraz spotykamy się w moje wolne weekendy, czasami widzimy się w tygodniu, a nawet pojechaliśmy ostatnio na parę dni pod namioty. Jakże to trudne przebywać obok niego, z myślą, że on nie chce ze mną być a ja, jak ta głupia zakochana wariatka pragnę jego bliskości. Pomimo, że on traktuje mnie jako zwykłą koleżankę ja rozpaczliwie to znoszę, tylko po to, aby móc zatrzymać go choćby na chwilę. Zatrzymać go na tyle na ile jest to możliwe. Ale… jak długo mam go przy sobie więzić? Kiedy się nauczę po prostu odejść?

Dzisiaj od rana myślę i walczę ze sobą. Pragnę poznać obojętność, chcę się jej nauczyć. Chcę nią żyć. Ileż ja bym dała, aby jej doznać. Kiedy w końcu zrozumiem, że Czarnoksiężnik postąpi ze mną zupełnie tak samo, jak Bohater? Niech to w końcu do mnie dotrze. Oddycham ostatnimi resztkami sił, zamykając się w magicznej kuli. Patrzę w bok i widzę, jak czarna samotność otwiera przede mną drzwi i zaprasza do siebie z uśmiechem. Ciągle się do mnie zbliża z dnia na dzień, a ja nie umiem przed nią uciec. W końcu sama mnie do siebie zabierze. Czarnoksiężniku, gdybyś tylko potrafił mnie raz na zawsze z niej uwolnić. Wierzyłam w Ciebie, wierzyłam w nas. Przy Tobie pierwszy raz poczułam stabilność. Pierwszy raz miałam wrażenie, że Borderline to tylko głupota i nie mam nic z nią związanego. Myślałam, że ,,wyzdrowiałam”.

Przykre doświadczenia miłosne związane z Bohaterem i Czarnoksiężnikiem, mocno odbiły się na mojej psychice. Tracę wiarę w prawdziwą miłość a nie chcę ciągle szukać osoby, która będzie dla mnie wszystkim, kochając mnie z wzajemnością. Dlaczego jej szukam?Mam dosyć tej samotności. Boję się, że kolejna osoba potraktuje mnie jak śmiecia, śmiecia który tak mocno obdarzył kogoś ogromną miłością i troską. Śmiecia, który oddałby wszystko byle by druga osoba była szczęśliwa i spełniona. Śmiecia, który byłby wierny i nigdy nie opuścił. Śmiecia, który znosiłby wszystkie zranienia i brał odpowiedzialność za wszystko.

Tak mi cholernie trudno, tak pusto i samotnie. Tak wokół mnie cicho i ciemno…

pustka

Ten wpis został opublikowany w kategorii Boże dopomóż i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>